Parodia 50 twarzy Greya – poznaj Blacka

Pomiędzy wszystkimi gagami z udziałem protetycznych penisów (z dziwnie dużych i małych odmian), pomiędzy wszystkimi bezsmakowymi rasowymi żartami, przypadkowymi odniesieniami do popkultury i wacky-kinky seksualnych hijinks, „50 twarzy blacka” właściwie może mieć coś istotnego na swoim meandrującym umyśle.

Poważnie. Wystarczy usłyszeć mnie na ten temat.

Tak, to spoof gatunku Wayans (który nie był pokazywany krytykom przed otwarciem, nie powinno to Cię w najmniejszym stopniu zaskakiwać), podobnie jak w przypadku franczyzy „Straszny film” i „Nawiedzony dom”. Tak, jest tak samo raunchy, młodociany, rozproszony i wręcz obrzydliwy, jak te filmy mają tendencję do bycia. I tak, śmieszy się z fenomenu „Pięćdziesiąt odcieni szarości”, soczystego kawałka nisko wiszącego owocu, jeśli w ogóle taki był. Ale pod koniec jest chwila, która sugeruje, że może – być może tylko – Marlon Wayans & Co. próbował wyrobić sobie ostrą wypowiedź kulturową.

Naprawdę. Po prostu idź ze mną tutaj.

Wayans, jako gwiazda/kopisarz/ko-producent, gra Christian Black, send-up Christian Grey, głodny, dręczony miliarder sadysta okropnych, ale uzależniających powieści E.L. Jakuba „Fifty Shades”. W kulminacyjnej scenie, w której Hannah Steale (Kali Hawk w starcie na dziewiczej, ale ciekawej Anastazji Steele) prosi chrześcijanina, aby dał jej ją tak ciężko, jak tylko może, zastanawia się nad jej karą, badając cały wachlarz biczów zawieszonych na ścianie jego Czerwonego pokoju bólu. Nazywa się je „Amistad”, „Glory”, „Django Unchained” i „12 lat niewolnikiem”. To jest mądre samo w sobie. Ale Hannah idzie o krok dalej, obracając stoliki na chrześcijanina i wyciągając własne rzęsy – jako odpłatę, mówi, za cierpienia postaci Kerry’ego Waszyngtona w „Django Unchained” i postaci Lupity Nyong o w „12 lat niewoli”.

(Ona również dostaje w wykopalisku o tym, jak darmowe było to, że jej „Pięćdziesiąt odcieni szarości” odpowiednik, Dakota Johnson, był nagi dla tak dużej części filmu. Choć słodkie i meta, jest to również doskonały punkt)

Choć większość „Pięćdziesięciu odcieni czerni” jest giggly i brutto, ta jedna scena sugeruje, że Wayans, współscenarzysta Rick Alvarez i reżyser Michael Tiddes próbują powiedzieć coś na temat fetyszyzowania niewolnictwa w filmie pod przykrywką sztuki i prestiżu sezonu nagród. Zrównują one obrzydliwą przemoc tych filmów z tytułowaniem tego, co w istocie jest błyszczącym, miękko-rdzeniowym porno. A oddanie w kontrolę silnej, inteligentnej czarnej kobiety całkowicie zmienia dynamikę władzy w fascynujący sposób.

Chwila kończy się wystarczająco szybko, a potem powraca do Hannah, gdzie jej głowa zatrzaskuje się pomiędzy drzwiami windy w luksusowym penthouse Christiana. Ale to wystarczy, abyś pomyślał, aczkolwiek krótko.

Zobacz też: cały film 50 twarzy blacka online

W większości przypadków „Pięćdziesiąt odcieni czerni” jest dokładnie tym, czego się spodziewasz. Uderza we wszystkie nuty materiału źródłowego, tylko je wzmacnia, i wydaje się, że nieodłącznym absurdem tego założenia jest nawet więcej niż film Sama Taylora-Johnsona.

Fani serii z pewnością ucieszy powrót do kluczowych momentów: spotkanie – słodkie, kiedy Hannah dosłownie wpada do biura Christiana na rękach i kolanach; niezręczny wywiad dla jej gazety studenckiej; Christian stalking Hannah w sklepie ze sprzętem komputerowym, w którym pracuje; niezręczne sesje zdjęciowe; jeszcze bardziej niezręczna randka z kawą; pierwsza wizyta w Czerwonym pokoju bólu; negocjowanie umowy seksualnej. Wszystkie one są połączone kilkoma ujęciami z lotu ptaka z lśniącą linią horyzontu Seattle. Chodzi o to, o ile chodzi o spójność.

Rozszerzone niesekwencje i objazdy są obfite. Niektóre prace, jak na przykład bity parodiujące „Magic Mike” i „Whiplash”. Większość nie lubi niczego, co dotyczy obiecującego współlokatora Hannyh, Kateeshy (Jenny Zigrino), białej kobiety pogrążonej w czarnych stereotypach. (I znów, jest pewnie też i w tym miejscu mowa o relacjach rasowych. Nie jest po prostu strasznie ostry i łatwiej jest przejść do szerokiego gagu. Żarty podrzucane na bok o Billa Cosby’ego, filmy Cuba Gooding Jr. i The Weeknd (którego oryginalna piosenka „Earned It” z „Fifty Shades of Grey” otrzymała nominację do Oscara) są hit-and-miss. Scena slapsticky z udziałem Tasera i ruchu Black Lives Matter wypada płasko, jest raczej uproszczona niż prowokująca.

Ale powiem to za „50 twarzy blacka”: To sprawiło, że śmiałem się częściej niż w „Dirty Grandpa”. To znaczy, że śmiałem się więcej niż jeden raz. I naprawdę nie można prosić o więcej niż to w styczniu.

Parę słów na temat atlasu chmur

Nawet gdy pierwszy raz oglądałem film Atlas chmur, wiedziałem, że będę musiał go ponownie zobaczyć. Teraz, gdy widziałem go po raz drugi, wiem, że chciałbym zobaczyć go po raz trzeci – ale już nie wierzę, że wielokrotne oglądanie niczego nie rozwiąże. Pożyczając opis Rosji autorstwa Churchilla, „jest to zagadka zawinięta w tajemnicę, w enigmę”. Fascynuje w tej chwili. To przechodzenie z jednej chwili do następnej jest trudne.

Z pewnością jest to jeden z najbardziej ambitnych filmów, jakie kiedykolwiek powstały. Mały świat krytyki filmowej żyje z jego interpretacjami, które proponują wyjaśnienie czegoś, co leży poza wyjaśnieniem. Każde wyjaśnienie dzieła sztuki musi się w nim znajdować, a nie być do niego zabrane. Jako nauczyciel filmowy zawsze uczniowie mówili mi, że film Davida Lyncha, powiedzmy, lub Warnera Herzoga, był „opowieścią o życiu Chrystusa, powiedzmy, lub „Moby Dicka”. „Moja standardowa odpowiedź brzmiała: Może to po prostu mówienie o sobie.

Jednak „Atlas chmur” woła o wyjaśnienie i z pewnością zauważyłeś, że tańczyłem z kranu wokół jednego. Mógłbym powiedzieć, że opowiada sześć historii rozgrywających się między 1849 a 2346 rokiem. Mógłbym powiedzieć, że ci sami aktorzy występują w różnych rolach, grając postaci różnych ras, płci i wieku. Niektórzy nie są nawet ludźmi, ale fabrykantami. Mógłbym powiedzieć, że aktorstwo i makijaż są tak skuteczne, że często nie miałem pojęcia, gdybym patrzył na Toma Hanksa, Halle Berry czy Jima Broadbenta. Mógłbym Ci to powiedzieć i jaka jest to pomoc?

kadr z filmu atlas chmur

Mógłbym powiedzieć, że każdy segment jest modyfikacją historii zawartej w poprzednim. Że ten sam znak urodzenia pojawia się w każdym okresie czasu. Że powtarzającym się motywem jest to, że wszystkie życia łączy pragnienie wolności. Że film został zainspirowany bardzo lubianą powieścią o tym samym tytule autorstwa Davida Mitchella. Że w powieści, historie były opowiadane w porządku chronologicznym, a następnie krążyły od końca do początku. Że film znajduje swoje związki poprzez ponowne pojawienie się tych samych aktorów w różnych rolach i świadomie odwołuje się do jednej historii z wnętrza drugiej.

Teraz jesteś mądrzejszy? Biegnę po wodzie. A teraz można by pójść za bardzo długim paragrafem wprowadzającym i opisującym różne postacie grane przez aktorów. Ale tak samo byś się zgubił, bo wiele przedstawień i przebrań jest tak sprytnie skutecznych. Mógłbym powiedzieć, że praca Halle Berry jako reportera śledczego z połowy lat 70. dobrze mi się sprawdza, a gnarly mądrość Toma Hanksa jako starego człowieka opowiadającego historie jest najbardziej nieprzenikniona.

Rozpaczywam. Myślę, że będziecie chcieli zobaczyć ten odważny i wizjonerski film w reżyserii Lany Wachowski, Toma Tykwera i Andy’ego Wachowskiego. Gdziekolwiek pójdziecie, gdzie zbierają się filmowi ludzie, będzie o tym mowa. Zaproponowane zostaną głębokie teorie. Ktoś powie: „Nie wiem, co w piekle widziałem”. Pojawią się nazwiska Freuda i Junga. A teraz oczekujesz, że rozwikłaję tajemnicę z zagadki i zaprezentuję Ci ładną, błyszczącą zagadkę?

Czasami klucz do jednego filmu może być zasugerowany przez inny. Wiemy, że tytuł odnosi się do wczesnych rysunków kształtów i zachowania chmur. Niedawno widziałem szwedzki film „Simon i dęby” o wymarzonym chłopcu, który stworzył więź z dębem. W jego kończynach leżał czytając książki wyobraźni, a następnie pozwalał oczom spoczywać na chmurach nad głową. Czytając książkę o pustynnych wędrowcach, chmury zdawały się przybierać kształt upiornej karawany wielbłądów w procesji po niebie.

Nigdy się nie nudziłem, nigdy nie byłem znudzony „Atlasem chmur”. Podczas mojego drugiego obejrzenia zrezygnowałem z wszelkich prób wypracowania logicznych połączeń pomiędzy segmentami, historiami i postaciami. Ważne było to, że miałem wolny umysł do zabawy. Chmury tak naprawdę nie wyglądają jak wielbłądy, żaglowce czy zamki na niebie. Są one po prostu naturalnym procesem w pracy. Tak więc, być może, jest również nasze życie. Ponieważ mamy umysły i chmury nie, pragniemy wolności. Taki kształt przyjmują bohaterowie „Atlasu chmur” i w jaki sposób próbują kierować naszymi myślami. Jakakolwiek konkretna, faktyczna próba sprowadzenia filmu do zimnego faktu, opowiedzenia, co to „znaczy”, jest równie bezcelowa, jak próba zbudowania pomarańczowego zegara.

Ale, oh, czym to jest film! I co za demonstracja magicznych, wymarzonych walorów kina. I jaka jest szansa dla aktorów. I co za skok reżyserów, którzy wyzwalają się z łańcuchów ciągłości narracyjnej. I wtedy mądrość starego mężczyzny wpatrującego się w płomienie ma doskonały sens.